Tonlé Sap – Egzotyczna bieda ShareList

Jeśli wybierasz się do Kambodży, to koniecznie jedź na Tonlé Sap. Zobaczysz prawdziwe oblicze tego kraju, wraz z jego blaskami i cieniami.

Nie tylko Angkor

Kambodża od kilkunastu lat jest zalewana potokami turystów zmierzającymi do Angkor, jednak od kilku lat popularność zyskuje również kolejna „atrakcja”. Enigmatyczne pływające wioski na jeziorze Tonle Sap, to cel wypraw wielu podróżników, którzy z Kambodży chcą wywieźć coś więcej niż wspomnienie kamiennego imperium Khmerów. Ze względu na fakt, że pływające wioski znajdują się od kilkunastu do kilkudziesięciu kilometrów od Siem Reap (miasto-baza wypadowa do Angkor Wat), wielu turystów dociera także nad jezioro, żeby poobcować z biedą i pokazać znajomym, zdjęcia zabiedzonych dzieci i rozwalających się chat na wodzie.

Jezioro Tonle Sap

Fakty i mity

Istnieje jednak mały problem z uchwyceniem istoty tego miejsca. Po pierwsze nie są to pływające wioski, jak wskazuje ich obiegowa nazwa. Są to domy na drewnianych palach osadzonych w ziemi (na stałe, więc nigdzie nie pływają, w przeciwieństwie na przykład do pływającego, trzcinowego miasta Uros w Peru). W trakcie pory suchej zabudowa tych wiosek w większości stoi na suchym lądzie, co też może rozczarować niektórych odwiedzających, dlatego warto wcześniej upewnić się, że udajemy się na Tonlé Sap w porze deszczowej. Przypuszczam, że poza okresem, kiedy wioska wydaje się unosić na wodzie, nie ma tu nic spektakularnego do podziwiania. W porze deszczowej, kiedy jezioro zwiększa swój obszar 6-krotnie, duża część życia mieszkańców toczy się na wodzie, w małych drewnianych łodziach. 2-letnie dzieci pływające w jakiejś dłubance to tutaj normalny widok. Przypuszczam, że umiejętność przetrwania wysysa się tutaj z mlekiem matki, więc nikt nie obawia się, że dzieci utoną lub staną się posiłkiem krokodyla. 😉

p1030610

Wracając do kwestii nieporozumień dotyczących Tonle Sap. Trzeba sobie uświadomić, że wioski, takie jak Kampong Phluk (mój wybór padł właśnie na tę wioskę, ponieważ leży ona w większej odległości od wspomnianego Siem Reap, przez co jest rzadziej odwiedzana niż wioski w pobliżu ujścia rzeki Siem Reap) to miejsca, w których ludzie toczą swoje życie w oparciu o cykliczność pór roku i zajmują się głównie rybołówstwem. Trzeba też uwzględnić fakt, że głównymi osadnikami na tym terenie nie są Khmerowie. Mieszkańcy osiedlili się tu z dwóch przyczyn: brak ograniczeń prawnych co do zasiedlania tych terenów przez uchodźców z Laosu i Wietnamu oraz nieprawdopodobna zasobność akwenu w ryby słodkowodne. Biorąc pod uwagę, że Tonlé Sap jest jednym z najbardziej zasobnych w ryby zbiorników na świecie, można trochę inaczej spojrzeć na los mieszkańców pływających wiosek.

Studium biedy

Wielokrotnie słyszałam ubolewania nad tragicznym losem mieszkańców tych terenów. Brak lekarzy, brak dostępu do edukacji, sypiące się domy na palach, stałe życie w zagrożeniu. To wszystko prawda. Ale mówimy tu o jednym z najbiedniejszych krajów na świecie. Taka sytuacja ma miejsce również w innych obszarach Kambodży, czego turysta odwiedzający Siem Reap i Phnom Penh – najbogatsze miejsca w kraju – po prostu nie może zauważyć. Kiedy więc przyjeżdża na Tonlé Sap, przeciera oczy ze zdumienia i lamentuje nad potwornym losem tutejszej ludności.

p1030572

Dotychczas ludzie, którzy tu mieszkali – głównie Laotańczycy i Wietnamczycy, całkiem nieźle sobie radzili i utrzymywali się głównie z połowu ryb. Przy ogromnej ilości tego zasobu, nawet ich prymitywne techniki łowienia zapewniały im wystarczające ilości ryb, aby nie głodować. W Kambodży uchodźcy nie mogą korzystać z prawa do nabywania ziemi, dlatego nie mogliby zajmować się na przykład uprawą ryżu. Wydaje się zatem, że w tej sytuacji Tonlé Sap to eden dający schronienie przed wojną i głodem. Rybakom w tym miejscu wiodło się na tyle dobrze, że także niektórzy Khmerowie decydowali się na rozpoczęcie tutaj nowego życia. Pamiętajmy, że Kambodża całkiem niedawno przeżyła jeden z największych dramatów w historii ludzkości – reżim Pol Pota i ludobójstwo ponad 4 mln ludzi (główną metodą mordowania była śmierć głodowa), więc naprawdę Tonle Sap nie jest takie straszne, jakby mogło się wydawać z punktu widzenia Europejczyka. Zresztą musze przyznać, że osobiście widziałam wiele miejsc w Kambodży, w których warunki życia były znacznie gorsze niż te w pływających wioskach.

Turystyka przemysłowa

Największym problemem tego miejsca jest turystyczny obłęd. Czytałam na jednym z blogów wstrząsającą relację autora, który opisywał, jak turyści wrzucali dzieciom do wody zupki chińskie, aby mieć lepsze kadry do zdjęć. Ja nic takiego nie widziałam, ba, mogę nawet stwierdzić, że białasy, których spotkałam na miejscu, zachowywali się naprawdę przyzwoicie. Zupełnie tak, jakby dotarł tu lepszy gatunek turystów. 😉 Problemem na Tonlé Sap są raczej Khmerowie, którzy zaanektowali wioski jako swoistą atrakcję turystyczną i czerpią z niej ogromne korzyści kosztem mieszkańców i zwiedzających. Ceny są wywindowane do niewyobrażalnych rozmiarów. 25 dolarów (za osobę) za transport łodzią do wioski, w kraju, w którym 20% populacji żyje za 1,8 dolara dziennie, to kuriozum. Do tego trzeba doliczyć jeszcze atrakcję w postaci krótkiego rejsu po wiosce za 10 dolarów. Wszystko byłoby super, gdyby faktycznie chociaż część z tych pieniędzy była przeznaczana na poprawę warunków życia mieszkańców wioski (lekarze, szkoły). Ale nic z tych rzeczy! Wszystko zabiera mafia, która łupi naiwnych turystów. Skąd to wiem? Kiedy wsiada się na łódkę w wiosce (to ta za 10 dolarów), Khmerowie, przestrzegają, żeby kategorycznie nie dawać żadnego napiwku sterującej łodzią kobiecie (i tak daliśmy!). Dlaczego nie dawać napiwku? No cóż, nagły napływ gotówki do pływających wiosek, mógłby spowodować, że ich mieszkańcy chcieliby poprawić swój byt i najprawdopodobniej szybko opuściliby jezioro, a wtedy interes turystyczny pod nazwą Tonlé Sap umarłby śmiercią naturalną.

Jezioro Tonle Sap

Potęga natury

Moim zdaniem najciekawszą rzeczą na Tonlé Sap jest samo Tonlé Sap. Niewyobrażalna potęga natury powoduje, że co roku w porze deszczowej jezioro zwiększa swój obszar z 2,5 tys. km2 do 15 tys. km2. Monsun sprawia, że wzbierający Mekong, odwraca bieg rzeki Tonlé Sap i wtłacza wodę do jeziora, a wraz z nią ogromne ilości ryb. Na początku pory suchej, czyli w listopadzie przyroda odgrywa odwrotny spektakl i rzeka wraca do swojego normalnego biegu, wpływa z powrotem do Mekongu, a tafla jeziora Tonlé Sap sukcesywnie opada i zmniejsza ponownie swoją powierzchnię. Dla uczczenia tego wydarzenia Khmerowie obchodzą Święto Wody (święto ruchome, jego termin skorelowany jest z fazami księżyca; pierwsza pełnia po ustaniu monsunu to zazwyczaj I polowa listopada), kiedy to w większych miastach odbywają się wyścigi tradycyjnych łodzi i pokazy sztucznych ogni.

Tonle Sap Lake phases.gif
By Wikirictor – created gif file
Previously published: no, CC BY-SA 3.0, Link

Miałam to szczęście, że widziałam pływające wioski oraz samo Tonlé Sap pod koniec pory deszczowej. Śniardwy to to nie są. 😀 Wielkość tego akwenu w listopadzie to mniej więcej obszar Województwa Małopolskiego. Fale na jeziorze są takie jak na Bałtyku i właściwie trochę nawet pachnie jak nad Bałtykiem. 😛

Mimo tego wszystkiego, co napisałam wyżej, jeśli wybierasz się do Kambodży, to koniecznie jedź na Tonlé Sap. Tutaj zobaczysz prawdziwe oblicze tego kraju, wraz z jego blaskami i cieniami.

 Dojazd:

Z Siem Reap tuk tukiem do Kampong Phluk zajmuje około 45 minut. Droga trudna. Najpierw niebezpieczna jazda główną drogą krajową, a potem niewygodny odcinek drogą szutrową. Zaletą jest możliwość podziwiania wiejskiej strony Kambodży. Dalej przesiadka do łodzi motorowej (szumna nazwa dla drewnianej jednostki z małym doczepianym silniczkiem). Rejs do wioski, krótki pobyt w wiosce i rejs z powrotem zajmują około 2,5 godziny.

p1030537

 Koszty:

Za tuk tuka do Tonlé Sap zapłaciliśmy 18 dolarów/dzień, ale tego dnia jechaliśmy tez do Angkor Wat, więc cena była odpowiednio wyższa. Transport łodzią motorową to koszt 25 dolarów za osobę (nie chcieli negocjować ceny). Krótka przejażdżka po wiosce i okolicznych zalanych lasach (wbrew częstej opinii, nie są to lasy namorzynowe) łodzią napędzaną siłą mięśni jednej z mieszkanek wioski – 10 dolarów. Ceny piwa i jedzenia w pływającej restauracji są wysokie.

No Comments

Leave a Comment

Your email address will not be published.