Ubud w 3 dni – Co zobaczyć? ShareList

Wybierając się na Bali wiedziałam, że nie jadę tam ani po piękne plaże (bo ładniejsze są na Lomboku i na Lembonganie), ani po imprezy do białego rana. Chciałam poczuć zapach kadzideł i doświadczyć na własnej skórze hinduistycznego mistycyzmu. Chciałam spojrzeć z bliska na kulturę, w której 20% dochodów gospodarstw domowych przeznacza się na obrzędy religijne, a panteon bóstw zamyka się w liczbie około 330 milionów. To wszystko znalazłam w Ubud – zielonym sercu Bali.

Poranek w małpim gaju

Jedna z najbardziej znanych atrakcji Ubud to Monkey Forest (Małpi Las). Spory kawałek dżungli w sercu tętniącego życiem miasta. Na kompleks składają się las tropikalny, świątynie (wszystki pochodzą z XIV wieku) i wszędobylskie małpki (Spokojnie, nie mamy tu do czynienia z zoo. Małpki żyją na wolności, przebywają w Monkey Forest z własnej nieprzymuszonej woli i nie raz wychodzą na miasto 😉 ). Wszyscy myślą, że przybywa się tu dla małpek, ale to nie do końca prawda. Mimo, że jest to jedno z najchętniej odwiedzanych przez turystów miejsc, to panuje tu wspaniała, tajemnicza atmosfera. A to wszystko dzięki przepięknym budowlom hinduistycznym, które spowija mech, liany i ciężkie równikowe powietrze. Zdecydowanie można się tu poczuć jak Indiana Jones. Oczywiście dopóki nie zostaniemy zaatakowani przez stado makaków.

Monkey Forest, Ubud, Bali

A są to stwory wredne i rozwydrzone. Nie mają nic wspólnego z miłymi małpkami, jakie nie raz można zobaczyć w Internecie. Nie polecam też bardzo popularnego selfie z makakiem na głowie- po tym spotkaniu naprawdę ciężko domyć włosy z przeżutego i zaschniętego banana. Trzeba też pamiętać, żeby nie dotykać małpek, bo gryzą. Poza tym należy pilnować rzeczy osobistych. Na moich oczach małe wredoty ukradły kobiecie naszyjnik z czarną perłą. Strażnicy kompleksu próbowali ustrzelić złodziejską małpkę z procy i odebrać jej zdobycz, ale niestety akacja się nie powiodła. Mimo tych wszystkich okropieństw, jakie zafundowały nam dzikie człekokształtne bestie, nadal uważam, że to jedno z najciekawszych miejsc w Ubud.

Jak widać małpki udają, że są słodkie, ale tak naprawdę to krwiożercze bestie!

Bilet wstępu: 50 000 IRD dorośli i 40 000 IRD dzieci (uważajcie tutaj na dzieci, małpki mogą naprawdę dotkliwie pogryźć). Więcej informacji o Monkey Forest TUTAJ.

Kto ma głupszą minę? 😉

Rytualna kąpiel

Świątynia Tirta Empul jest jedną z najpiękniejszych i najbardziej mistycznych świątyń balijskich. Została zbudowana w X wieku i jest poświęcona bogu Wisznu, którego kolosalna statua stoi na placu przed świątynią. Od ponad tysiąca lat przybywają tu wyznawcy hinduizmu w celu dokonania rytualnego oczyszczenia w wodzie z świętego źródła. Możliwość uczestnictwa w tym rytuale to niezwykle doznanie.

A to ja w świętym źródełku. Rzadki widok dla tubylców…

Balijczycy wierzą, że źródło, które bije w sercu świątyni ma magiczną moc. Ustawiają się w długich kolejkach, żeby zanurzyć głowę pod jedną z kilkunastu fontann, trzęsąc się przy tym niemiłosiernie. Wszakże woda ze źródła dla mieszkańca strefy tropikalnej jest tak zimna, jak dla nas woda w przeręblu. Setki Balijczyków składają tu dary, a także napełniają butelki świętą wodą na zapas. W wyższej części świątyni, spowitej kadzidłowym dymem, odbywają się nieustające modły pielgrzymów. Jednak nie tylko atmosfera się tu liczy. Cały świątynny kompleks jest uznawany za jeden z najpiękniejszych przykładów architektury balijskiej.

Rytualna kąpiel w źródle Tirta Empul

Bilet wstępu: 15 000 IRD. W świątyniach obowiązuje nakaz noszenia sarongów. Dlatego warto zabrać ze sobą swój, żeby uniknąć kupna na miejscu po zawyżonych kosztach lub opłaty za wypożyczenie.

Brama do trzeciej świątyni w kompleksie i ja w pięknym sarongu 😉

Wieczór przy grobie króla

Z Tirta Empul, warto pojechać nieco w dół rzeki, która bierze swój początek właśnie świętym źródle i zobaczyć niezwykle interesujący kompleks świątynny, który nazywany jest Grobowcem królów (Gunung Kawi). Nazwa tego miejsca może być jednak myląca, ponieważ nikt do dzisiaj nie wie w jakim dokładnie celu zostały wykute w skalnych ścianach monumentalne nisze. Najbardziej rozpowszechniona teoria głosi, że całość pochodzi z połowy XI w., a ogromne rzeźbienia stanowią kaplice upamiętniające balijskiego króla Anak Wungsu oraz jego żony i konkubiny. Stąd też dziesięć kaplic (lub jeśli ktoś woli – grobów). Pięć po jednej stronie dedykowanych jest królowi i jego żonom, a pięć po drugiej stronie jego ulubionym konkubinom. Pewnie zastanawiacie się dlaczego wszystkie te duszyczki spoczywają razem. No cóż, w tamtym okresie panował zwyczaj, że po śmierci mężczyzny, jego żona (żony) popełniały rytualne samobójstwo. Jednak ta tragiczna historia nie powinna Was zniechęcać do odwiedzenia tego miejsca.

Kaplice królewskie w Gunang Kawi

Popołudnie w Gunung Kawi upływa leniwie. Słońce przesącza się przez długie liany, dookoła roztacza się widok na piękne tarasy ryzowe, a u stóp płynie święta rzeka. W mojej ocenie to najbardziej klimatyczne miejsce kultu, jakie można odwiedzić na Bali. Wspinaczka po ponad 300 schodach skutecznie zniechęca tłumy turystów, a do tego aura tajemniczości, która spowija to miejsce pobudza wyobraźnię. Przez chwilę miałam déjà vu ze Świątyni Preh Khan w Angkor Wat.

Świątynia na terenie kompleksu Gunang Kawi

Bilet wstępu: nie pamiętam i nie chcę kłamać, ale nie były to duże kwoty. Należy natomiast uważać na sarongowych naciągaczy. W świątyni obowiązuje nakaz noszenia sarongów i lokalni sprzedawcy potwornie windują ich ceny. Negocjacje są wskazane, ale jeszcze lepiej być przygotowanym na te okoliczności i kupić sarong zawczasu np. na jarmarku w Ubud.

Gunang Kawi, Bali

Na jarmarku rękodzieła

Biorąc pod uwagę, że Ubud, to artystyczne, tętniące serce Bali, trudno się tutaj powstrzymać od małych zakupów rękodzieła. Co tam, że często jest to twórczość made in China. Co tam, że sprzedawcy zawyżają ceny kilkudziesięciokrotnie. Ale jakie to wszystko jest piękne i kolorowe! Jednym słowem, nic tylko kupować! Dodam jednak, że warto ostro negocjować, a najlepiej wyjechać nieco poza Ubud i szukać perełek w niekończącym się ciągu sklepików wzdłuż głównej ulicy z Kuty na północ. Dostaniecie tu wszystko, począwszy od standardowych rzeźb Buddy (nie wiem dlaczego Budda jest tak popularny, na skąd inąd hinduistycznej wyspie), poprzez badziewskie łapacze snów (których kupiłam aż 5 w różnych rozmiarach i kolorach, bo są przepięknie kiczowate!), a kończąc na fikuśnych kibelkach i wszelakiej armaturze łazienkowej.

Z tym negocjowaniem mówię całkiem serio. Dopóki nie zejdą z ceny 4-krotnie nie kupuj!

Jarmark w Ubud.

Śniadanie na wulkanie

Jedno z najlepszych przeżyć nie tylko podczas wizyty na Bali, ale i w życiu? Wschód słońca na wulkanie Batur! Wyobraź sobie, że  na tle czerwonego nieba widzisz stożki kilku wulkanów, a słońce wynurzające się zza horyzontu z każdą chwilą rzuca coraz więcej promieni na płynące u twoich stóp chmury. Do tego jesteś na najbardziej czynnym wulkanie na Bali, a za tobą jest kilka godzin nocnej wspinaczki. Tego nie da się porównać z niczym innym.

Widok na wulkan Agung. W oddali Mt. Rinjani na Lomboku.

Mimo, że na trasie zastanawiałam się jak czubek wulkanu pomieści chyba z tysiąc osób maszerujących zawzięcie w górę, to na szczycie miałam poczucie, że jestem zupełnie sama. Było cicho i spokojnie. Wszyscy z rozdziawionymi mordkami patrzyli na coś, co na zawsze wryje się w ich pamięć. Nie dość, że to niesamowity spektakl, który nie jest okupiony wcale tak wielkim wysiłkiem, to można tego dokonać w miarę szybko (wystarczy od 1,5 do 3 godzin marszu w górę i potem trochę krócej w dół). Zatem to idealny wybór dla osób, które nie mogą sobie pozwolić na 12-godzinny marsz na Agung – najwyższy wulkan na Bali, a jednak chcą zaznać tej niesamowitej przygody.

Kolejny wulkan zdobyty! Mt. Batur, Bali

 Cena: zorganizowana wycieczka z odbiorem z hotelu, transportem na miejsce oraz przewodnikiem i skromnym śniadaniem kosztowała 350 000 IRD za osobę. Cena obejmuje także wizytę na plantacji kawy, gdzie można zobaczyć luwaka i spróbować różnych rodzajów kawy. Cena nie podlegała negocjacji. Może nie było tanio, ale warto.

Widok na wulkan Agung podczas porannego zejścia z Batura.

W poszukiwaniu ryżu

Najpiękniejsze tarasy ryżowe są w Tegalalang. To powie wam każdy i ja potwierdzę. Ale na miłość boską, nie trzeba ich oglądać w miejscu gdzie robią to wszyscy. Cała okolica usiana jest tarasami, wystarczy wsiąść na skuter i trochę pokrążyć, żeby znaleźć malownicze miejsca rodem z pocztówek. Niestety w czerwcu na ‘głównych’ tarasach ryżowych – czyli tych, gdzie turystów przywożą autobusy – nie było ryżu! Sceneria zatem nie była malownicza.

Najbardziej znane pola ryżowe na Bali, Tegalalang

Całe szczęście, że wybrałam hotel z najpiękniejszym widokiem na ziemi (szczerze, to wszędzie w Indonezji miałam najpiękniejsze widoki na ziemi 😛 ) i codziennie rano mogłam podziwiać „dzikie tarasy”, na których rosły jeszcze kępki ryżu. Kawa o poranku w tym anturażu smakuje jak miód, a wieczory na tarasie z piwem w dłoni, przy dźwiękach dżungli i w otoczeniu setek świecących robaczków świętojańskich, to coś na kształt raju. Dlatego, zrobię tutaj kryptoreklamę i polecę noclegi w Villi Wedang. Nie dość, że otoczenie to kwintesencja balijskości, do tego hotelik składa się tylko z trzech domków, jest dosyć tani, a na dokładkę ma dosyć zabawną i niezwykle miłą obsługę rodem z Grand Budapest Hotel (uwaga na znajomość angielskiego albo raczej należy tu mówić o nieznajomości).

Widok na tarasy ryżowe z Villi Wedang

Cena: Na tarasy ryżowe w tym słynnym punkcie, który znamy z pocztówek, obowiązuje dobrowolna obowiązkowa opłata ‘co łaska’. 😉 A noclegi w Villi Wedang to koszt około 270 zł za noc/ domek.

Widok na pola ryżowe w pobliżu Villi Wedang, Tegalalang, Bali

Taniec z demonem

Nie można powiedzieć, że było się na Bali, jeśli nie zobaczy się tutejszych wspaniałych tańców. Najsłynniejszy z nich to Legong, a najwspanialsze pokazy można zobaczyć w pałacu królewskim w samym centrum Ubud. Przepiękne balijskie tancerki, ubrane w stroje kapiące przepychem poruszają się z wielką gracją w rytm muzyki Gamelan. Ale równie ważna jak taniec jest tutaj gra aktorska. Tancerze wymownie poruszają oczami w celu zwizualizowania nastroju. W połączeniu z intensywnymi i bardzo rytmicznymi dźwiękami muzyki gamelan otrzymujemy bardzo egzotyczną, wręcz psychodeliczną całość.

Legong Dance, Ubud, Bali

Występ w pałacu królewskim składa się z siedmiu części, które opowiadają różne historie. Warto zapoznać się z programem spektaklu, aby zrozumieć sens poszczególnych tańców. Słynny i bardzo ciekawy jest taniec w masce, który przedstawia demona w furii. Niezwykle sugestywne ruchy rzeczywiście wzbudzają niepokój. Jeszcze większy niepokój może w niektórych wzbudzić fakt, że demon potrafi porwać do tańca jednego z widzów i kazać mu występować przed kilkusetosobową publicznością. Oczywiście ten wątpliwy zaszczyt spotkał akurat mnie. 😉 Naprawdę zastanówcie się czy musicie koniecznie siadać w pierwszym rzędzie. 😀 Jeśli jednak niestraszne wam publiczne występy, to warto przyjść na godzinę przed spektaklem, aby zająć dobre miejsca (w pierwszym rzędzie). Tak czy inaczej wrażenia są niezapomniane.

Ja w tańcu z demonem 😉 Legong Dance Show, Ubud, Bali

Bilet wstępu: to koszt 150 000 IRD. W sezonie występy odbywają się codziennie wieczorem. Bilety można kupić wcześniej na terenie pałacu lub przed samym występem. Wieczorem w okolicach centrum krąży pełno sprzedawców biletów na spektakl. W razie niepogody pokaz odbywa nie w pałacu, a po drugiej stronie ulicy, pod zadaszeniem.

Taniec Legong, Ubud, Bali

No Comments

Leave a Comment

Your email address will not be published.